Modne słowo – projekt. Powstaje zespół muzyczny, lider idzie do radia na wywiad, mówi: ten zespół, to nowy projekt, do którego zostali zaproszeni muzycy związani z nurtem smooth folkowym (ciekawe, czy jest taki nurt). Są zespoły używające tego słowa w swojej nazwie: Projekt Warszawiak, Projekt Ślązak, Projekt Trójząb (Trójmiasto).
Są projekty literackie (Projekt „Różewicz rozrzucony”), projekty teatralne (Projekt „Czytanie Słowackiego”), projekty filmowe (Projekt „Polska Światłoczuła”), a także projekty obywatelskie, studenckie, społeczne i jakie tylko zapragniemy.
Co na to architekci? Czy to ich oburza? Całe dnie spędzają nad skomplikowanymi projektami budynków, a tu parę osób się skrzyknie i jest projekt. I nawet, gdy architekci założą stowarzyszenie oburzonych na jawne pomniejszanie wagi ich pracy i przedłożą list do premiera, to i tak ktoś nazwie to projektem oburzonych.
Ale co tam architekci, my też mamy projekty. Każdy ma swój projekt dnia: projekt rano (mycie, śniadanie), projekt dojazd do pracy, projekt powrót z pracy, projekt obiad, projekt oglądanie telewizji, projekt kolacja, projekt sen. Mamy projekt towarzyski (impreza, kino), projekt małżeństwo, projekt wychowywanie dzieci, ewentualnie projekt rozwód, projekt obiad u teściów, projekt rzucanie palenia, projekt odchudzanie się, projekt lenistwo cały dzień, projekt wyprawa na grzyby, projekt niedziela na działce, projekt zapuszczenie bródki, projekt kupno nowych butów, projekt przygotowania do świąt, projekt bojkotowanie świąt.
Blog Szkicownik, to też projekt. Projekt „Ogólne marudzenie i czepianie się rzeczywistości”.











